Fiona McFarlane NOCNY GOŚĆ

Czy Ruth może do końca zaufać tajemniczej kobiecie, która tak nagle pojawiła się w jej życiu ? I czy może jeszcze ufać samej sobie ?

Australia. Po śmierci męża Ruth mieszka sama w odludnym domu przy plaży. Z okien rozpościera się wspaniały widok na ocean, a uskarżająca się na chory kręgosłup Ruth powoli przemierza każdy dzień czerpiąc spokój ze znajomej rutyny. Jedynym problemem wydają się być noce – nierzadko budzą Ruth odgłosy zwierzęcia grasującego gdzieś w domu. To tygrys, który czai się gdzieś obok, i starsza pani ma wrażenie, że wybrał on sobie właśnie ją na ofiarę.

Pewnego ranka na progu domu pojawia się nieoczekiwany gość – to Frida przysłana przez opiekę społeczną, by dotrzymywać Ruth towarzystwa. Z początku kobieta wydaje się być barwną postacią. Wnosi do domu radość i energię, dzięki niej Ruth wraca wspomnieniami do dzieciństwa i młodości spędzonych na Fidżi. Co więcej, Ruth opowiada jej nawet o tygrysie i Frida postanawia zapolować na drapieżnika. Kolejne dni przynoszą jednak cień wątpliwości, Ruth staje się podejrzliwa i skołowana – czy to jej umysł płata figle, czy może ostatnie wydarzenia są zapowiedzią mrocznej tajemnicy, która spowiła dom wraz z przybyciem Fridy ?

„Nocny gość” to oryginalna, świetnie napisana historia. Zanim odkryjemy, czym właściwie jest tygrys odwiedzający dom Ruth nocami, będziemy umiejętnie zwodzeni przez autorkę. Fiona McFarlane w pozornie spokojnej narracji będzie budować iście Hitchcockowskie napięcie. Nieraz uśpi ona naszą czujność, a pozornie niespójności historii wydadzą się nam nieważne. Powieść jest nie tylko przejmującym studium zaufania, ale także misternie zbudowanym thrillerem. Nie sposób przewidzieć rozwoju akcji w kolejnych rozdziałach, zakończenie zaś – niezwykle smutne – zapadnie nam w pamięci. Nietuzinkowa lektura, serdecznie polecam.

moja ocena 5/6

Alice Munro KSIĘŻYCE JOWISZA

„Kiedy zaczyna się pracę nad opowiadaniem, w pamięci pojawia się niespodziewanie sporo materiału z rzadko odwiedzanych kątów umysłu i dołącza do tekstu. Jedne elementy, traktowane jako pewne, w trakcie pisania odpadają; inne się rozbudowują. Tak oto, z nadzieją, drżeniem i nierzadko zdziwieniem, składa się opowiadanie w całość. A jeśli jest to opowiadanie szczególnego rodzaju – w pierwszej osobie, na pozór jasne i proste – ludzie wyobrażają sobie, że autor jedynie opisał wszystko, co zdarzyło się danego dnia.

I dobrze, jeśli tak myślą. To znaczy, że się udało.”

/przeł. Agnieszka Pokojska/

Alice Munro, kanadyjska pisarka nagrodzona Nagrodą Nobla, opanowała sztukę pisania krótkich form do perfekcji. Tematem jej opowiadań są kobiety, autorka z precyzją i przenikliwością analizuje zachowania i motywacje swoich bohaterek, nierzadko kobiet samotnych, doświadczonych przez los, które wciąż – czasem desperacko – szukają niespełnionej miłości, szukają prawdy o sobie, szukają znaczenia słowa „szczęście”.

Przez ostatni czas podczytywałem dopiero co wydany u nas zbiór opowiadań Alice Munro z roku 1982. „Księżyce Jowisza” składają się z 11 utworów, w których poznajemy różne kobiety; wiele wątków- jak wyjaśnia autorka we wstępie – jest autobiograficznych. Tu pani Munro dzieli się z czytelnikiem bardzo subtelnymi, osobistymi przeżyciami – przeżywając jakby przez swoje bohaterki na nowo to, co ukształtowało jej życie i zdefiniowało jej życiową drogę.

Niestety, Alice Munro nie znajdzie we mnie wiernego czytelnika. Większość opowiadań, choć dobrze napisanych, po prostu mnie wynudziła. Nie udało mi się znaleźć punktów sympatii bądź współczucia dla opisanych postaci – wzbudzały one tylko obojętność, a kolejne narracyjne ustępy wręcz nużyły ! Niemniej jednak, znalazłem w „Księżycach Jowisza” cztery perełki. Oto one : „Chaddeleyowie i Flemingowie” – zajmująca historia o rodzinnych przodkach, „Algi”, w których samotność i brak miłości współbrzmią z atmosferą pewnej wyspy, „Pani Cross i Pani Kidd” – przejmująca historia o pensjonariuszkach domu opieki oraz opowiadanie tytułowe będące próbą zdystansowania się wobec nieuchronności przemijania.

Odnalazłem w opowiadaniach Alice Munro coś dla siebie, jednak 4 dobre opowiadania na 11 to niezbyt dobry wynik. 

moja ocena 3+/6 (plus za bardzo ładną okładkę)

Nowy Theorin

Uwaga, proszę zanotować ! Ostatnia część olandzkiego kwartetu, „Duch na wyspie”, ukaże się 22 września nakładem Czarnego :

Ostatnie lato XX wieku na Olandii jest wyjątkowo upalne. Zbliża się midsommar, noc świętojańska. Na wyspie już od dawna nie było tylu turystów. Jednak nie wszyscy chcą tylko korzystać z uroków olandzkiego lata. Jeden z letników przyjechał, by wyrównać rachunki z przeszłości. Kim jest? Jak dziś wygląda?

Pewnej nocy do drzwi Gerlofa Davidssona dobija się przerażony chłopiec. Opowiada staruszkowi o dryfującym statku widmie. Na jego pokładzie są umierający marynarze, a na mostku kapitańskim człowiek duch. Klucz do zagadki tkwi w wydarzeniach sprzed prawie siedemdziesięciu lat…

Duch na wyspie to ostatnia część olandzkiego cyklu, w którym Johan Theorin po mistrzowsku łączy przeszłość i teraźniejszość, świat duchów i ludzi.




Elizabeth Cooke TAJEMNICE RUTHERFORD PARK

Piękna posiadłość Rutherford Park i otaczający ją majątek stanowią serce opowieści o majętnej rodzinie Cavendishów. Przekroczywszy próg rezydencji będziemy śledzić losy nie tylko szacownego rodu, ale także pokojówek i kamerdynerów, bez której życie w Rutherford nie byłoby możliwe.

Rok 1913 zbliża się do końca, wkrótce mają nadciągnąć wojenne chmury. Czy wpłyną one na losy Cavendishów ? Lady Octavia, piękna pani domu, dla której posiadłość jest więzieniem, a największą udręką jest brak miłości. Sir William Cavendish, mąż Octavii, jest zapracowanym dyplomatą. Tylko czy te służbowe podróże nie skrywają jakiegoś sekretu ? Syn Harry marzy o niezależności, pragnie zostać pilotem. Pokojówka Emily ukrywa przed wszystkimi swoją ciążę, kto pierwszy zacznie szerzyć plotki, które mogą doprowadzić do skandalu ? Przyjazd francuskiej artystki Helene będzie zaś następnym wydarzeniem mogącym zniszczyć spokój rodziny.

„Tajemnice Rutherford Park” to barwna opowieść o rodzinnym dziedzictwie, o dwóch grupach społecznych -tzw. upstairs and downstairs – które są od siebie zależne. Siłą książki jest to, że poznajemy wydarzenia z punktu widzenia różnych postaci, a każda z nich – co bardzo udało się autorce – jest inna, jest dobrze przedstawiona i zapada w pamięć. Historię tworzy kilka ciekawie opowiedzianych wątków . Jedynym zarzutem może być to, iż wszystko, z czym się spotkamy, znamy już z innych telewizyjnych i książkowych opowieści. Niemniej jednak, bardzo ładnie wydana książka będzie dobrą lekturą dla miłośników serialu „Dowton Abbey” i książek Katherine Webb czy Kate Morton.

W bieżącym roku ukaże się w Anglii  kontynuacja, z chęcią przeczytam polskie wydanie.

moja ocena 4+/6

Stephen King PAN MERCEDES

 Bill Hodges, emerytowany policjant, większość swojego czasu spędza przed telewizorem rozmyślając o samobójstwie. Na stoliku leży broń jego ojca. Pewnego dnia dzieje się coś, co całkowicie zmienia smutne i samotne dni Billa. To list od Pana Mercedesa, sprawcy tragicznego w skutkach wypadku na targach pracy. To wtedy właśnie morderca wjechał w tłum czekających ludzi i zabił osiem osób. I do dziś pozostał niezłapany.

List od zabójcy jest makabryczny, prześmiewczy, chełpliwy. To rodzaj wyzwania, które Bill podejmuje niemal natychmiast. Zagłębiając się w okoliczności sprawy, były policjant spotyka nowych przyjaciół, nieoczekiwaną miłość oraz staje na drodze śmierci. Czy uda się powstrzymać szaleńca planującego kolejną, spektakularną zbrodnię ?

„Pan Mercedes” to narracyjnie pojedynek dwóch osobowości. Śledzimy poczynania sympatycznego eksgliniarza z nadwagą, jednocześnie towarzysząc obłąkanemu Brady’emu w jego złowieszczej grze. King jak zawsze tworzy ciekawe postaci. Na uwagę zasługują również te drugoplanowe, szczególnie nowi nieoczekiwani wspólnicy Billa. Z początku brakowało mi kingowskiej gawędziarskiej narracji, jednak okazało się, że autor idealnie wpasował się w  wymogi gatunku kryminalnego skupiając się na dynamicznej narracji i utrzymaniu napięcia. Co więcej, wzorem wielu pisarzy, King posłużył się kryminałem, by ukazać obraz i problemy współczesnego amerykańskiego społeczeństwa. Są więc w książce amerykańskie demony dnia powszedniego – bezrobocie, terroryzm, rozczarowanie polityką i szkielety ukryte w szafach sąsiadów.

Ostatnie 200 stron książki przeczytałem z wielkim napięciem nie odrywając się od lektury – dowód na to, że King napisał bardzo dobrą, wzbudzającą emocje opowieść. Teraz pozostaje mi czekać z niecierpliwością na kolejne spotkanie z Billem i spółką.

moja ocena 5/6 

 

3000

Zaglądam dziś do blogowych statystyk i okazuje się, że przekroczyliśmy liczbę trzech tysięcy komentarzy.

Autorką komentarza nr 3000 jest opty2 (dzisiejszy komentarz do „Ofiary” Pierre Lemaitre).

Z tej okazji będzie książkowa nagroda, proszę opty2 o kontakt mailowy /domekpodmodrzewiem@interia.pl/ w sprawie danych do wysyłki.

Do wyboru jest kryminał włoski i francuski – czyli Malvaldi czy Pagan ?

Pierre Lemaitre OFIARA

 W jednej z paryskich restauracji inspektor Camille Verhoeven spotyka piękną Anne. Mijają już cztery lata od tragicznej śmierci żony, Verhoeven – dotychczas zaabsorbowany pracą – nawiązuje nieśmiale znajomość z uroczą kobietą. Pamiętamy, że inspektor mierzący zaledwie 150 cm wzrostu, syn uznanej malarki, sam przejawia artystyczny talent do szkicowania postaci i mieszka samotnie z kotką Kicią.

Pewnego dnia Anne staje się świadkiem brutalnego napadu na sklep jubilerski w eleganckiej dzielnicy. Ciężko ranna kobieta trafia do szpitala, a Verhoeven poprzysięga odszukać sprawców. Już na początku zataja przed przełożonymi swój związek ze świadkiem przestępstwa. Wkrótce komisarz uwikła się w kolejne kłamstwa, a śledztwem rządzić będzie miłość do Anne i chęć odwetu. Jak się okaże, brutalny rabunek została starannie zaplanowany, a inspektor ryzykując utratę pracy nadwyręży zaufanie współpracowników i odkryje niepokojące pytania związane z życiem jego nowej ukochanej..

„Ofiara” zamyka trylogię z komisarzem Verhoevenem (dlaczego, drogi wydawco, nie przetłumaczono pierwszej części ?!). Kryminały Lemaitre są mroczne, mocne i pełne oryginalnych postaci. Tym razem udało mi się przewidzieć całą intrygę, niemniej jednak autor jest wirtuozem narracji, umiejętnie przykuwa uwagę czytelnika, bardzo zręcznie buduje suspens. Po prostu, wspina się na wyżyny książkowych kryminałów. Zdecydowanie polecam.

moja ocena 5/6

Peter May CZŁOWIEK Z WYSPY LEWIS

Nic już nie trzyma Fina Macleoda w Edynburgu. Ostatnie miesiące okazały się niezwykle ciężkie – tragiczna śmierć syna, rozwód, odejście z policji. Tylko niedawny powrót do domu, na wyspę Lewis, zdaje się być wyznacznikiem czegoś nowego. Bo tam, na Hebrydach Zewnętrznych, Fin odkrył, że ma drugiego syna i szansę na odzyskanie dawnej miłości.

„Dom ? Czy to naprawdę był teraz jego dom ? – zastanawiał się. Ten chłostany wiatrem zakątek świata, gdzie życiem rządziły wojujące odłamy surowej religii protestanckiej. Gdzie mężczyźni i kobiety starali utrzymać się z ziemi albo morza, a w czasach bezrobocia próbowali znaleźć pracę w fabrykach, które powstawały i znikały z chwilą, gdy kończyły się dotacje, i po których zostawały tylko zardzewiałe szczątki – symbole porażki”

                                                                                 /przeł. Jan Kabat/

Wyspa Lewis odkrywa swoją kolejną tajemnicę – na jednym z torfowisk zostaje wykopane ciało mężczyzny. Badania DNA ujawniają, iż jest to ofiara zbrodni sprzed pół wieku, a kolejne analizy wskazują na pokrewieństwo ofiary z cierpiącym na demencję staruszkiem Tormodem, ojcem ukochanej Fina.

Fin i lokalny policjant Gunn rozpoczynają drobiazgowe śledztwo w sprawie, której korzenie tkwią w przeszłości. Problem w tym, że pogrążony w wirze wspomnień i niepamięci Tormod trafia do domu opieki. Zdaje się, że tylko ten człowiek bez pamięci może być kluczem do zagadki morderstwa. Niestety dochodzenie ściągnie na Fina i jego bliskich poważne zagrożenie..

Druga, po „Czarnym Domu”, powieść Petera Maya to powrót na piękną i niegościnną szkocką wyspę gdzieś na końcu świata. Barwna proza z dobrze nakreślonymi postaciami zadowoli każdego miłośnika dobrej, zapadającej w pamięć lektury. Znów będziemy śledzić akcję dwutorowo – w chwili obecnej, i we wspomnieniach jednej z postaci. Niezwykle wzruszający jest głos Tormoda; głos człowieka, dla którego przeszłość i teraźniejszość powoli przestają istnieć. Postać Morag McEwan, z kolei, wnosi do ostatnich rozdziałów nowe światło. Zakończenie dramatyczne i przejmujące potwierdzi tylko, że Peter May potrafi snuć piękne opowieści.

moja ocena 5/6

Już wkrótce /45/

Dopiero co pisałem o niezłym opowiadaniu Magnusa Monteliusa, a tu Czarna Owca zapowiada jego pierwszą powieść pt. „Mężczyzna z Albanii”. Ponadto, w lipcu ukażą się kolejne odsłony cyklu Arne Dahla o drużynie A oraz Hakana Nessera z inspektorem Van Veeterenem.

Cieszy mnie premiera 5 tomu śledztw inspektor Very Stanhope – „Szklany pokój” Ann Cleeves ukaże się 5 sierpnia. W wakacyjne miesiące będzie też sposobność do lektury mrocznego kryminału z londyńskim komisarzem Seanem Corriganem – to wszystko w powieści „Nieuchwytny” Luke Delaneya, którą wyda Prószyński. Wydawnictwo Literackie anonsuje J. K. Johnssona i jego „Laurę” czyli fińskie Twin Peaks. Ciekawe, czy okaże choć trochę tak dobre jak kultowy serial.. Czekamy również na premierę drugiej kryminalnej powieści Roberta Galbraitha (J. K. Rowling), „Jedwabnik” ukaże się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.

antologia CIEMNA STRONA

Antologia szwedzkich opowiadań kryminalnych to coś nowego na polskim rynku. Zebrane przez Johna-Henriego Holmberga formy prezentują zróżnicowany poziom, a wśród autorów znanych i uznanych natrafimy na nowe nazwiska, którymi być może zainteresują się w przyszłości nasi wydawcy.

Jak wiadomo, napisanie dobrego opowiadania to prawdziwa sztuka – wielu nawet twierdzi, że jest to znacznie trudniejsze niż napisanie powieści. „Ciemna strona” składa się z 17 opowiadań, ile z nich jest rzeczywiście udanych ? Niestety niewiele.

Mocną stroną antologii jest na pewno świetne, klimatyczne opowiadanie Asy Larrson. Autorka zabiera nas do zasypanej śniegiem Kiruny w latach dwudziestych XX wieku. Wśród bardzo niesprzyjających okoliczności pogodowych będzie toczyć się intrygujące śledztwo pełne pytań i ciekawych postaci. Bardzo dobre jest również opowiadanie Ake Edwardsona – świetnie napisana opowieść o zemście kończy się w iście mistrzowskim stylu ! „I w nasz ciemny dom” Inger Frimansson to mroczna historia o makabrycznej zemście rozgrywająca się w Dniu św. Łucji. Z każdym akapitem wzrasta napięcie, tak właśnie powinno wyglądać dobre kryminalne opowiadanie.

Na uwagę zasługuje również wspólne opowiadanie Henninga Mankella i Hakana Nessera, obaj panowie mrugają do czytelnika i zapraszają na jedyne w swoim rodzaju spotkanie nieprawdopodobne. Ostatnim atutem antologii jest misternie skonstruowane, przypominające powieści Ruth Rendell, opowiadanie Magnusa Monteliusa. „Alibi senora Banegasa” to historia człowieka uwikłanego w pułapkę dwóch zbrodni, z której nie sposób się wyplątać.

Pozostałe 12 opowiadań stanowi zbiór przeciętnych i słabych historii, które na pewno nie zapadną w pamięć. Rozczarowuje swą historią Johan Theorin – brak w niej klimatu jego znakomitych powieści. Duet Sjowall & Wahloo prezentuje nieskomplikowaną historię opartą na pewnej anegdocie, utwór Stiega Larssona to zaledwie literacka wprawka z lat młodzieńczych. Cilla i Rolf Borjlind stworzyli przekombinowane warsztatowo coś, co ma naśladować chandlerowską frazę. Pozostałe historie prezentują średni poziom i ostatecznie rozmywają się w mgle niepamięci.

„Ciemna strona” nie będzie stanowić dla mnie drogowskazu. Wciąż będę wierny mistrzom gatunku, a przypadek Theorina może w tym wypadku stanowić wyjątek od reguły. Na szczęście wśród opowiadań przeciętnych jest pięć świetnych historii, i to dzięki nim wystawiam (słabą) czwórkę.

moja ocena 4/6