Mari Jungstedt NIEWYPOWIEDZIANY

Gotlandia to wyspa należąca do Szwecji. Na niej właśnie Mari Jungstedt umieściła akcję swojego kryminalnego cyklu z inspektorem Andersem Knutasem.

Malownicze zakątki wyspy, jednakże, skrywają swoje sekrety. Mordercze sekrety. Najpierw zostaje zamordowany fotograf, który przejawiał niezdrową skłonność do alkoholu i hazardu. Później znika nastoletnia Fanny. Obie sprawy zdaje się coś łączyć, a zespół inspektora zabiera się do intensywnego śledztwa. Wkrótce otrzymają oni meldunek o znalezieniu kolejnego ciała.

W wir dochodzenia przewijają się prywatne troski i smutki głównych bohaterów. Oprócz Knutasa i jego rodziny cykl skupia się na reporterze śledczym i jego romansie z nauczycielką Emmą, która ma męża i dzieci. I śledzimy ten związek, a właściwie coraz większe rozterki Emmy rozdartej między dwoma ścieżkami życia. Żaden wybór nie będzie dobry więc świat nauczycielki zdaje się rozpadać. A Mari Jungstedt kończy prowadzenie tego wątku w taki sposób, że pozostaje tylko niecierpliwie czekać na kolejny tom serii.

Po dosyć niestrawnym tłumaczeniu pierwszej części cyklu otrzymujemy dosyć dobrą drugą odsłonę cyklu. Przekład już nie razi /zmiana tłumacza wyszła na dobre/, a kartki same się przewracają. Wątki kryminalne i obyczajowe tworzą ciekawą panoramę życia na Gotlandii.

Ta książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Trzecia część cyklu wypożyczona z bibliotecznej półki już czeka.

Moja ocena 4,5/6

Simon Beckett – WOŁANIE GROBU

W swojej czwartej powieści Simon Beckett potwierdza swój kunszt, który objawił w pierwszych zdaniach swojej debiutanckiej książki.

To mistrz mrocznego dreszczowca pełnego niespodziewanych zwrotów akcji, licznych mylnych tropów, makabrycznych zagadek. To mistrz nastroju – grozę wydarzeń potęguje fatalna pogoda, surowy krajobraz. Tu ciągle niepokoi nas byle odgłos, a w nocy męczą nas koszmarne sny. I ciągle mamy wrażenie, że ktoś nas obserwuje. I czyha na nasze życie.

Taki jest świat wykreowany w cyklu powieści z Davidem Hunterem, który jest policyjnym konsultantem i „nakłania zmarłych do zwierzeń”. Bo ciało każdej ofiary opowiada jakąś historię.

W „Wołaniu grobu” upiorna przeszłość nawiedza wszystkich, którzy osiem lat wcześniej pracowali przy sprawie psychpatycznego Jerome Monka, który chował swoje ofiary na podstępnych i mrocznych wrzosowiskach i mokradłach. Hunter brał wtedy udział w śledztwie. Obecnie jego z pozoru spokojne życie zostaje przerwane w momencie, kiedy odbiera telefon od kobiety, która też brała udział w sprawie. Kobiety, która się boi i prosi Huntera o pomoc. Bo Monk zdołał uciec. Ale to dopiero początek zaskakujących zdarzeń.

Simon Beckett nie zawodzi. Oprócz dobrze skonstruowanej intrygi jest w tej książce charakterystyczna dla niego atmosfera grozy. Odludne i posępne wrzosowiska, opuszczone kopalnie, klaustrofobiczne tunele. Zacinający deszcz, chłód, mrok. Tak duża część tej powieści rozgrywa się w ciemności nocy pełnej dziwnych dźwięków. W surowym krajobrazie brytyjskich torfowisk i chaszczy. A każdy z bohaterów ma jakąś tajemnicę…

Chociaż wcześniejsze „Zapisane w kościach” absolutnie należy do moich faworytów, najnowsza powieść – jak napisałem wcześniej – nie zawodzi. Dla czytelników o mocnych nerwach !

Moja ocena 5/6

Agnieszka Fibich – REQIUEM DLA TANCERKI

 

Po przeczytaniu tej książki wiem już, dlaczego wydawnictwo WAB nie wydało tej powieści w swojej mrocznej serii. Trafna decyzja redaktora. Bo ta książka to – i tu posłużę się zapożyczeniem z innej blogowej recenzji – kryminalny harlequin. I to bardzo dobre określenie.

To powieść polsko-francuska. Akcja toczy się międzu Paryżem a Warszawą. I to na pewno na plus. Takiego połączenia – francuska ziemia i polski morderca – we współczesnej polskiej powieści nie było. Natomiast nie za bardzo jestem w stanie uwierzyć, że francuzi ciągle jedzą bagietki, croissanty i camembert. W menu naszych bohaterów nie ma prawie nic innego.

No i bohaterowie – mamy więc paryskiego inspektora Bressona, który podczas swojego wieczoru kawalerskiego zakochuje się w ponętnej tancerce z jednego z paryskich klubów. Znajomość tą /czytaj: romans/ kontynuuje po ślubie. Gdy wreszcie postanawia odejść od żony, okazuje się , że ta spodziewa się dziecka. I Bresson nie może jej zostawić. Nie umie też zapomnieć o pięknej tancerce, z którą spotyka się, gdy tylko może. A koledzy z pracy kryją go przed żoną. Aha – do zespołu Bressona zostaje przydzielona też nowa policjantka Marie. I Bresson nie pozostaje wobec niej obojętny.

Rozterki i miłosne dylematy rodem z popularnych seriali. A morderstwa ? W Paryżu giną tancerki, przy ciele każdej z nich morderca pozostawia literę. I wkrótce okazuje się, że podobne zbrodnie miały miejsce w Polsce.

To wszystko już gdzieś było. Nawet postacie drugoplanowe, np. zwierzchnik Bressona, to jakby kalki bohaterów z różnorodnych brytyjskich kryminałów. Książkę czyta się szybko, niestety żadna z postaci nie wzbudza większego zainteresowania, paryskie realia – niestety – przedstawione dosyć powierzchownie. A na końcu autorka serwuje nam melodramatyczny twist żywcem wyjęty z telenoweli.

I to tyle. Wydaje mi się, że autorka zmarnowała potencjał tej powieści. Dobrze, że książkę wypożyczyłem z biblioteki. Gdyby był to mój zakup, na pewno uznałbym go za nietrafiony.

Moja ocena 3,5/6

Jeśli jutro nie nadejdzie

Słowa niebanalnych piosenek to też często poezja. Podczas dzisiejszych odwiedzin w Pokoju Poezji pozwolę sobie przytoczyć tekst utworu w pierwotnym wykonaniu Gartha Brooksa. Później tą smutną piosenkę wykonywał Ronan Keating i jego wersja stała się bardziej popularna.

P.S. „Requiem dla tancerki” prawie ukończone. Jeśli będzie mi dane, to jutro wieczorem pojawi się rencenzja.

 

IF TOMMOROW NEVER COMES

SOMETIMES LATE AT NIGHT

I LIE AWAKE AND WATCH HER SLEEPING

SHE’S LOST IN PEACEFUL DREAMS

SO I TURN OUT THE LIGHTS AND LAY THERE IN THE DARK

AND THE THOUGHT CROSSES MY MIND

IF I NEVER WAKE UP IN THE MORNING

WOULD SHE EVER DOUBT THE WAY I FEEL

ABOUT HER IN MY HEART

 

IF TOMORROW NEVER COMES

WILL SHE KNOW HOW MUCH I LOVED HER

DID I TRY IN ANY WAY TO SHOW HER EVERY DAY

THAT SHE’S MY ONLY ONE

AND IF MY TIME ON EARTH WERE THROUGH

AND SHE MUST FACE THIS WORLD WITHOUT ME

IS THE LOVE I GAVE HER IN THE PAST

GONNA BE ENOUGH TO LAST

IF TOMORROW NEVER COMES

 

CAUSE I’VE LOST LOVED ONES IN MY LIFE

WHO NEVER KNEW HOW MUCH I LOVED THEM

NOW I LIVE WITH THE REGRET

THAT MY TRUE FEELINGS FOR THEM WERE NEVER REVEALED

SO I MADE A PROMISE TO MYSELF

TO SAY EACH DAY HOW MUCH SHE MEANS TO ME

AND AVOID THAT CIRCUMSTANCE

WHERE THERE’S NO SECOND CHANCE TO TELL HER HOW I FEEL

 

SO TELL SOMEONE THAT YOU LOVE

JUST WHAT YOU’RE THINKING OF

IF TOMORROW NEVER COMES

 


W mroku jest tyle światła

Ostatnio trochę zaniedbuję czytanie i recenzowanie.

Smutny ten maj, i trudny. I tyle światła w mroku, tylko coraz trudniej je dostrzec.

Mam do Odwiedzających ogromną prośbę – wejdźcie na blog chiary /link jest po prawej stronie/, bardzo potrzebuje Ona naszego wsparcia. Napiszcie choć kilka słów, wiem, że to trudne…

Jesteśmy jedną blogową społecznością, wspierajmy się nawzajem.

Może łatwiej będzie zobaczyć światło.

Maureen Jennings : DETEKTYW MURDOCH – POD GWIAZDAMI SMOKA

To druga z siedmiotomowego cyklu kryminałów z Williamem Murdochem, który doczekał się serialowej ekranizacji. Książka nie schodzi poniżej poziomu poprzedniej, co oznacza, że jest dobra. Warto się z nią zapoznać dla smacznych historycznych kąsków z 19-wiecznej Kanady. Intryga kryminalna jest zaś przewidywalna i prosta, ale może jest to zabieg celowy. Może autorka, miłośniczka epoki, na pierwszym miejscu stawia Toronto – jego mieszkańców oraz realia życia ..?

Jest rok 1895. Detektyw Murdoch zajmuje się podejrzaną śmiercią Dolly Merrishaw, która mieszkała w obskurnej dzielnicy miasta wraz z adoptowanymi dziećmi. Jak się okazuje, kobieta w przeszłości była akuszerką, a obecnie utrzymywała się z szantażu. Może więć któraś z jej ofiar postanowiła zakończyć ten niecny proceder?

Tyle o warstwie kryminalnej. W miarę czytania bez problemu odgadujemy, kto jest mordercą. Ale może, tak jak napisałem wcześniej, nie o to chodzi. W tej powieści autorka niezwykle wiernie oddaje realia życia ludzi bardzo ubogich – ich niedostatek i niedolę. Są też postaci z wyższych sfer, na przykład rodzina pewnego sędziego. A przepaść pomiędzy jednymi i drugimi jest ogromna. A przecież mieszkają obok siebie. Może o taką prawdę historyczną tu chodzi.

Sa też opisy strojów z epoki, ówczesnych lekarstw. Realia pracy policji.

I jeszcze „smaczek” dotyczący zostawiania wizytówek – jeśli ktoś zagiął prawą krawędź wizytówki, to znaczy, że przyszedł osobiście. Jeśli wizytówka została zostawiona złożona wpół, to znaczy, że osoba, którą ją pozostawiła przyszła w odwiedziny do całej rodziny.

Moja ocena 4/6

Wirtualne targi książki

Wzorem lat ubiegłych warszawskie targi książki będą miały swój odpowiednik w internetowym merlinie. Niebawem merlin uaktywni „targową” stronę, którą można już zobaczyć /jeszcze z nieobniżonymi cenami/ wpisując w guglowej wyszukiwarce : wirtualne targi książki merlin 2011.

Tak więc tytuły największych /i nie tylko/ wydawców będzie można zamówić w bardzo korzystnych cenach. I nie będą to tylko kryminalne nowości…

Gillian Flynn OSTRE PRZEDMIOTY

W ramach nadrabiania bibliotecznych zaległości przeczytałem debiutancką powieść Gillian Flynn. Powieść, którą rekomendują Stephen King oraz Harlan Coben.

Senne amerykańskie miasteczko, rodzinne sekrety i grzechy młodości składają się na tą mroczną, momentami bardzo gorzką, powieść kryminalną.

Camille, główna bohaterka, pracuje obecnie jako reporter kryminalny w jednej z gazet. Jej kolejne dziennikarskie śledztwo oznacza powrót do rodzinnego Wind Gap, małej prowincjonalnej mieściny, w której zamordowano dwie dziewczynki. Powrót do Wind Gap spowoduje niestety rozdrapanie wielu ran – już samo ponowne spotkanie z matką, jej ojczymem i przyrodnią siostrą zapoczątkuje pogłębiający się kryzys Camille. Sprawa morderstw, toksyczne relacje w rodzinnym domu oraz tajemnice przyrodniej siostry sprawią, że Camille znowu będzie nadużywała alkoholu i odtwarzała traumatyczne przeżycia ze swojej przeszłości.

Bo Camille spędziła jakiś czas w klinice psychiatrycznej. I cały czas stąpa na krawędzi szaleństwa.

„Ostre przedmioty” to powieść bardzo mroczna. To nie jest lekkie kryminalne czytadło. Przerażająca, ponura saga rodzinna. Po takiej dawce zła aż boję się pomyśleć, o czym napisała pani Flynn w swojej drugiej książce.

Jeśli chodzi o wartwę kryminalną, to już w połowie można wydedukować, kto jest mordercą. Bez większych niespodzianek. Potem już tylko trzeba przebrnąć przez otchłań sekretów i traum bohaterów. W kwestii oceny to waham się, na dziś niech będzie „prawie” cztery.

Moja ocena: 3,75/6

Arne Dahl ZŁA KREW

Trzeba przyznać, że Arne Dahl dołączył do czołówki moich ulubionych skandynawskich autorów. Porównania z Mankellem nie są przesadzone, a pana Dahl można stawiać na równi z innym świetnym pisarzem Jo Nesbo.

Arne Dahl to autor cyklu kryminalnego o Drużynie A, która jest specjalną grupą śledczych zajmujących się najtrudniejszymi zbrodniami. Po ujęciu przestępcy o pseudonimie Łowca Rekinów /pierwsza – również świetna część cyklu pt. Misterioso/ istnienie jednostki stało pod znakiem zapytania aż do momentu, w którym na amerykańskim lotnisku zostało znalezione ciało szwedzkiego krytyka. I to makabryczne znalezisko to nie wszystko – okazuje się, że sprawca zbrodni /okrutny seryjny morderca/ jest na pokładzie samolotu lecącego do Szwecji.

Członkowie grupy ruszają więc na lotnisko Arlanda, by ująć zabójcę. Niestety, to dopiero początek długiej i trudnej drogi do zatrzymania groźnego mordercy. Drogi długiej i krętej, bo Arne Dahl ponownie dostarcza nam ciekawych zwrotów akcji oraz dynamicznego tempa zdarzeń. Jednocześnie nie zapomina o psychologii postaci, otrzymujemy bowiem kolejne informacje o życiu prywatnym /i traumach/ naszych bohaterów. Wszystko zaś napisane jest sprawnie i ciekawie. A kolejna część cyklu w październiku.

Moja ocena 5/6

Donna Leon DZIEWCZYNA Z JEGO SNÓW

Można zarzucić pani Leon zbyt moralizatorski ton. Jej ostatnie kryminały to tak naprawdę powieści kryminalno-społeczne /z naciskiem na tą ostatni człon/. W najnowszej książce mamy więc krytykę Kościoła, włoskiej pomocy społecznej oraz obraz losu cudzoziemców osiedlonych w Wenecji. Osią powieści są dwa wątki, z których jeden pozostaje nierozwiązany /a wręcz domaga się jakieś konkluzji/.

W weneckim kanale zostaje znaleziono ciało małej cygańskiej złodziejki. Wobec tak okrutnej zbrodni komisarz Brunetti nie pozostaje obojętny i postanawia rozwikłać sprawę morderstwa. A sama dziewczynka i jej tragiczny los będzie mu o sobie przypominał nawet we śnie. Na szczęście jest w tej książce Wenecja. I to dla niej i jej mieszkańców można zapomnieć o wszelkich niedociągnięciach fabularnych autorki. Bo Wenecja, mimo upływającego czasu, wciąż pozostaje piękna. I nie przeszkadzają nam hordy turystów, czy zmieniająca się mentalność młodych wenecjan.

I właśnie dla tych smaczków turystycznych, kulinarnych, a nawet pogodowych (!) czyta się tą powieść z niemałą przyjemnością. Czekam na kolejne spotkanie z Brunettim. Wszystkich, zaś spragnionych dobrej kryminalnej intrygi, odsyłam chociażby do innej powieści „Mętne szkło”.

Moja ocena 4/6