Charlaine Harris CZYSTA JAK ŁZA

Zabójcze sekrety zacisznego miasteczka

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Charlaine Harris, a zarazem początek kryminalnego cyklu z Lily Bard. Nasza bohaterka po traumatycznych przejściach /przeszłość Lily poznajemy mniej więcej w połowie powieści/ przeprowadza się do spokojnego amerykańskiego miasteczka Shakespeare, gdzie podejmuje pracę jako sprzątaczka i opiekunka u wielu mieszkańców swojego osiedla. Lily trenuje karate, lubi samotne nocne spacery i przede wszystkim próbuje zbudować nowe życie w na pozór zacisznym miasteczku.

Niestety, pewnego wieczora to właśnie Lily znajduje zwłoki Pardona, który był właścicielem kilku nieruchomości w Shakespeare. I to właśnie Lily postanawia odkryć, kto zabił przedsiębiorcę. Od tego momentu ona sama znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bo ktoś w miasteczku poznał sekrety jej przeszłości i czyha na jej życie.

Barwny język autorki, ciekawe postaci. Momenty grozy, elementy komediowe. Polubiłem Lily od pierwszych zdań i na pewno przeczytam kolejne tomy cyklu. Niebanalna kryminalna opowieść bez okrucieństwa i drastycznych opisów. Takie amerykańskie „cozy mystery”. Polecam.

Moja ocena 5/6

Zapowiedzi Mrocznej Serii

Wydawnictwo WAB ujawniło plan wydawniczy Mrocznej Serii na drugą połowę b.r. Oto, co się ukaże:

– Aleksandra Marinina – Obraz pośmiertny /27 lipca/

– Arnaldur Indridason – Głos /10 sierpnia/  !!!!!!

– Ryszard Ćwirlej – Mocne uderzenie /7 września/

– Zygmunt Miłoszewski – Ziarno prawdy /5 października/

Mam nadzieję, że ta lista zostanie jeszcze uzupełniona o kilka tytułów. Na „Głos” i „Ziarno prawdy” czekam z niecierpliwością. Natomiast bardzo zasmuca mnie brak w tym roku kolejnych książek Marthy Grimes z inspektorem Jurym.

Yrsa Siggurdardottir LÓD W ŻYŁACH

  Przeklęte miejsce, zabójcze zimno i mordercza tajemnica.

Prawniczka Thora i jej ukochany architekt Matthew ponownie zostają wplątani przez islandzką autorkę w misterną intrygę. Z bazy badawczej na Grenlandii znika trójka pracowników. Wkrótce w internecie pojawia się krótki film pokazujący rzekomo morderstwo. Thora i Matthew wraz z zespołem specjalistów udaje się do opustoszałej bazy. A tam znajdują kości. I zagadkową figurkę. Co więcej, okoliczni mieszkańcy zdają się być wrogo nastawieni i radzą jak najszybciej opuścić bazę. Ale Thora ze swoim uporem do poznania prawdy nie da się łatwo nastraszyć. Ale zagadkowych wydarzeń i… zwłok będzie więcej.

W kolejnej części swojego cyklu autorka zmienia miejsce akcji. Opuszczamy więc Islandię i udajemy się na samą Grenlandię do niegościnnej bazy. Autorka dobrze potęguje nastrój grozy i tajemnic. Bohaterowie, zwłaszcza ci drugoplanowi, jak zawsze ciekawi i wiarygodni. No i jeszcze te mylne tropy i zwroty akcji. Książka warta przeczytania.

Moja ocena 4,5/6

Mari Jungstedt WE WŁASNYM GRONIE

 

  Mari Jungstedt po raz trzeci zabiera nas na malowniczą Gotlandię, gdzie powracamy do głównych bohaterów cyklu, czyli inspektora Andersa Knutasa i jego zespołu śledczych. Poznajemy również dalsze losy reportera Johana, który zdecydował się opuścić Sztokholm i osiedlić na wyspie u boku swojej ciężarnej ukochanej Emmy. Niestety, losy tych dwojga znów się skomplikują i końcowe rozdziały powieści ponownie zakończą się pełnym suspensu momencie.

Tymczasem zło na Gotlandii ma się dobrze. Knutas i jego zespół muszą uporać się z pełną zagadek sprawą okrutnego morderstwa studentki archeologii. W toczącym się śledztwie pojawiają się dziwne ostrzeżenia zapowiadające kolejne zbrodnie. Czy morderca to członek grupy, który prowadzi wykopaliska ? A może to uniwersytecki profesor, z którym zmarła miała romans ? Podejrzanych jest kilku i wciąż brakuje motywu. A morderca uderza raz jeszcze, i ponownie.

Powieść Mari Jungstedt to przykład cyklu, który z każdą kolejną odsłoną staje się coraz lepszy. Bohaterowie budzą sympatię, intryga kryminalna na przyzwoitym poziomie. Ogromnym plusem są postaci drugoplanowe, no i sama Gotlandia – opisy miejsc, pogody i natury. Wkrótce zapoznam się z czwartą częścią – „Umierającym dandysem”. Podsumowując, naprawdę warto.

Moja ocena 5/6

David Goodis KSIĘŻYC W RYNSZTOKU

W ostatnich tygodniach toruńskie C&T konsekwentnie wydaje amerykańskich klasyków kryminału noir. Oprócz Jima Thompsona, Charlesa Williamsa czy wznowień opowiadań samego Chandlera mamy dwie powieści innego klasyka Davida Goodisa.

KSIĘŻYC W RYNSZTOKU to powieść mroczna, smutna i pesymistyczna. Bo pokazuje, że nie można doścignąć swoich marzeń, że nie można zmienić ani swojego życia, ani siebie samego. Bardzo dołujące, nieprawdaż ? Tak więc tytułowy księżyc – symbol rzeczy nieosiągalnych – odbija się tylko w rynsztokach brudnej ulicy.

Bohaterem książki jest doker William Kerrigan, człowiek silny i brutalny, który egzystuje w portowej podłej dzielnicy, dzieląc swój czas pomiędzy bar a obskurny dom rodzinny. Ale Kerrigan to człowiek zdeterminowany. Zdeterminowany poznać prawdę o śmierci swojej siostry, którą pewnego wieczora znaleziono w mrocznym zaułku. Kerrigan uparcie szuka prawdy, i niestety coraz bardziej zatraca się w swoim uporze  i iluzjach prześladujących go w snach. I tak bardzo – jednocześnie- chce odmienić swoje życie i wyrwać się z tego portowego mikrokosmosu. Ale mu się nie uda. A prawda o siostrze jeszcze bardziej go pogrąży.

O tym jest ta książka. Nie spodziewałem się tak fatalistycznej i przygnębiającej lektury. Ciekawe postaci drugoplanowe, dobry styl autora. Tylko wszędzie ten mrok, brud i brak nadziei. Powieść dla odważnych takich wrażeń.

Moja ocena 4/6

P.S. A tu się znajdzie krótka notka o książce, którą dosłownie zmęczyłem, i której nie będę poświęcał więcej miejsca. To napisana w 1976 roku BŁYSKAWICA pióra Grahama Mastertona. Naprawdę nie było potrzeby jej wydawać.

To głupiutka opowieść o tym, jak syn zmarłego tragicznie pioniera, próbuje pobić jego rekord szybkości w niesamowitym bolidzie Fireflash. Tylko że wypadek ojca był sabotażem. I nasz bohater postanawia zbudować nowy pojazd. Tylko że aby otrzymać pieniądze od bogatego sponsora musi poślubić jego jednonogą córkę. Naiwna, idiotyczna fabuła okraszona odważnymi opisami relacji damsko-męskich. Prawdziwy potworek! Omijać szerokim łukiem. Ocena 1/6 /książka z biblioteki, uff../

Mons Kallentoft ŚMIERĆ LETNIĄ PORĄ

Jak już przywykniemy do prowadzonej w czasie teraźniejszym narracji oraz do monologów prowadzonych przez zmarłych /czytaj- ofiary zbrodni/, to lektura kolejnej powieści z cyklu KWARTET CZTERY PORY ROKU z komisarz Malin Fors może być ciekawa i pasjonująca.

Nastało bardzo upalne lato, szaleją pożary. Komisarz Fors, samotna matka, która nadużywa tequili i ma skłonność do depresji, prowadzi kolejną mroczną sprawę. W miejskim parku zostaje znaleziona nastolatka, która przeszła jakąś traumatyczne doświadczenie i cierpi na amnezję. Inna nastolatka znika bez śladu. Obie sprawy są powiązane, wkrótce pojawia się ciało. Zespół komisarz Fors staje przed trudnym zadaniem bowiem nie brakuje podejrzanych. Niestety, tropy prowadzą do nikąd, a morderca wybiera nastoletnią córkę Malin Fors na kolejną ofiarę…

Książki Kallentofta są mroczne, smutne i gorzkie. Kryminalna zagadka nie rozczarowuje, autor dobrze buduje psychologię postaci. Podoba mi się również styl autora, krótkie, często poetyckie, zdania.

Powieść jest lepsza od zimowej poprzedniczki; innymi słowy – jest na tyle dobra, iż zachęca mnie do zainteresowania się JESIENNĄ SONATĄ, która zostanie wydana pod koniec miesiąca. Tak więc czeka mnie kolejne spotkanie z mrocznym światem Kallentofta i jego bohaterami.

moja ocena 4,5/6

Marek Krajewski LICZBY CHARONA

Marek Krajewski to najlepszy polski autor powieści kryminalnych. Wciąż chętnie czytany – mimo iż od debiutu minęło już parę dobrych lat i książek – i wydawany w wielu krajach. Chyba każdy miłośnik kryminału choć raz zetknął się z wrocławską serią i Eberhardem Mockiem.

Krajewski to numer jeden. Wielu próbuje mu dorównać – niestety muszę stwierdzić, że moda na kryminały retro w wykonaniu Marcina Wrońskiego czy Pawła Jaszczuka ogranicza się tylko do prób naśladowania stylu, intrygi, a nawet rozwiązań fabularnych. Dlatego też uważam, że w przyszłości Krajewski może dzielić poziom tylko z Mariuszem Czubajem /szkoda, że tak długo musimy czekać na kolejne jego książki/, Wiktorem Hagenem /o ile jego druga powieść nie okaże się porażką i nie spełni nadziei pokładanych od czasu debiutu/ oraz Zygmuntem Miłoszewskim.

LICZBY CHARONA to druga powieść z nowego cyklu, który zabiera nas do Lwowa końca lat dwudziestych i nowego protagonisty – komisarza Edwarda Popielskiego. Popielski nie pracuje już w policji, której szeregi opuścił po burzliwym konflikcie z przełożonym. Zarabia na życie udzielaniem korepetycji, wciąż szuka też odpowiedniej towarzyszki życia. Niestety w jednym z lwowskich gołębników zostaje zamordowana w okrutny sposób staruszka, a policja wkrótce otrzymuje zaszyfrowaną wiadomość. I nikt nie ma wątpliwości, że tylko przenikliwy umysł Popielskiego może rozwikłać tą makabryczną sprawę, w której matematyka splata się ze śmiercią.

Powieść czyta się szybko i przyjemnie. Znów śledzimy poczynania niepokornego komisarza, zwiedzamy nieciekawe zaułki Lwowa, posilamy się w zadymionych knajpach i szynkach.

Ale Krajewski to numer jeden. Więc oczekiwałbym od Mistrza jakiś elementów zaskoczenia – misternej intrygi, oryginalnych postaci drugoplanowych, fabularnego twista. Niestety LICZBY CHARONA nie zaskakują. Mam nadzieję, że autor nie wpadnie w pułapkę rutyny /bo takowa mu grozi/ i naprawdę zadowoli swoich wymagających czytelników.

Do Lwowa i Popielskiego z przyjemnością wrócę, za historię obecną wystawiam 4 z plusem. Panie Marku – proszę pamiętać, Pan tu rządzi, proszę o fajerwerki w kolejnej powieści.

4,5/6

Elly Griffiths – SZLAK KOŚCI

   Brytyjska powieść kryminalna ma się dobrze. SZLAK KOŚCI to ciekawy początek cyklu, który od pierwszych rozdziałów bardzo przypadł mi do gustu. Teraz tylko muszę wyczekiwać, kiedy wydawnictwo Literackie ujawni termin wydania kolejnej części cyklu pt. JANUSOWY KAMIEŃ. Brawa dla wydawcy za porządnego tłumacza, odpowiedni rozmiar czcionki i za samo wydanie. Na żywo książka prezentuje się świetnie, ma ładną, adekwatną do treści, okładkę.

A o czym jest ta powieść, która tak mnie zachwyciła ?

Przenieśmy się więc na odludne mokradła angielskiego hrabstwa Norfolk. Tu, w Słonych Błotach, które od morza oddziela jedynie pas zdradliwych bagien, mieszka z dwoma kotami archeolog Ruth Galloway. Ruth dobiega czterdziestki, wykłada na pobliskim uniwersytecie i uwielbia Iana Rankina. Archeologia to jej pasja, wobec czego nie jest zbyt towarzyska. Dla wielu jej życie mogłoby wydawać się strasznie smutne, ale Ruth kocha to, co robi i kocha również niegościnne pustkowia i tutejszą kapryśną pogodę.

Pewnego dnia na mokradłach zostaje znalezionie ciało. Prowadzący śledztwo inspektor Nelson obawia się, że to zwłoki dziewczynki, która niedawno zaginęła. Makabryczne znalezisko i znaleziony przy nim artefakt uruchamiają spiralę niebezpiecznych zdarzeń. Pomagająca w dochodzeniu jako ekspert sądowy, nasza bohaterka wkrótce staje się obiektem tajemniczego prześladowcy, który oprócz gróźb stale zapewnia ją o swojej obecności. Od teraz każdy odgłos z otaczającego ją pustkowia wydaje się Ruth podejrzany. Gdzieś tam czai się morderca. A może jest nim jeden z mężczyzn, którzy pojawiają się w skomplikowanym uczuciowo życiu Ruth?

Dużym atutem książki są plastyczne opisy przyrody i pogody hrabstwa Norfolk. Bohaterkę polubiłem od samego początku. SZLAK KOŚCI to elegancki, nieepatujący brutalnością czy makabrą, kryminał. I oby więcej na naszym księgarskim rynku takich dobrych tytułów.

Moja ocena 5/z małym plusem/ / 6

Dennis Lehane MILA KSIĘŻYCOWEGO ŚWIATŁA

Patrick i Angie stanowili zgrany duet prywatnych detektywów, który wiele razy stykał się z ponurymi zbrodniami i bezlitosnymi przestępcami. Obecnie Patrick i Angie są małżeństwem, mają małą córeczkę. Borykają się z poważnymi kłopotami finansowymi, wiodą normalne życie. Ale przeszłość nie daje im spokoju.

Oto bowiem do Patricka zgłasza się babka Amandy Macready. Tej samej Amandy, która 12 lat została porwana przez skorumpowanych gliniarzy na zlecenie samej babci, która w ten sposób chciała ochronić swoją wnuczkę przed toksyczną matką, a swoją córką. Tą sprawę prowadził Patrick, i to on odkrył wtedy brudne sekrety rodziny. Amanda została odnaleziona. Teraz Amanda znów zniknęła. I Patrick znów zostaje poproszony o odnalezienie zaginionej. I jak się okazuje będzie to niesamowicie niebezpieczne, bo ktoś jeszcze szuka Amandy. Tak więc Patrick i Angie powracają do działalności, która miała być już tylko przeszłością. Bo kto raz się zetknął ze światem zbrodni, ten nigdy przed tym światem nie ucieknie.

Lehane to autor świetnej „Rzeki tajemnic” oraz wcześniejszych części cyklu z detektywami, np. bardzo dobrej „Gdzie jesteś Amando?”. Przede wszystkim jednak, to autor „Wyspy tajemnic” – jednego z najlepszych dreszczowców (moja ocena 6/6), do którego wracam, i który bardzo cenię za klimat, intrygę oraz wykonanie.

Dlatego też moje oczekiwanie wobec nowej książki Lehane były bardzo wysokie. A rezultat ? Otrzymujemy poprawną, dobrze napisaną powieść z ciekawym, lecz później zmarnowanym, pomysłem. Zero świeżości, oklepane tematy. Ile razy można czytać o wschodniej mafii, która ściga osobę, która przywłaszczyła sobie własność tejże organizacji przestępczej. Nawet dialogi między parą głównych bohaterów nie brzmią już tak dowcipnie i błyskotliwie, jak we wcześniejszych książkach. Podsumowując, Lehane odnotowuje spadek formy i pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejne tytuły będą lepsze. Plus za fajny tytuł.

Moja ocena 4/6

Andrea Camilleri PAPIEROWY KSIĘŻYC

Włosi powinni wpisać Andrea Camilleri na listę dóbr narodowych. Ten niezwykle popularny poeta, dramaturg i pisarz stworzył jeden z najlepszych cyklów kryminalnych osadzonych w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata, którego bohaterem jest komisarz Montalban.

Jakie są mocne strony książek Camillerego ? Przede wszystkim ciekawe postaci, duże dawki – niekiedy bardzo rubasznego – humoru, dramaturgia, opisy smakowitych włoskich dań oraz precyzyjna intryga kryminalna.

W „Papierowym księżycu” Montalbano prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa przedstawiciela firm farmaceutycznych. Kluczową rolę w dochodzeniu odgrywają dwie piękne kobiety: siostra i kochanka zamordowanego. Każda z nich zdaje się prowadzić jakąś grę, i każda skrywa niejedną tajemnicę. Ponadto, nasz główny bohater przeżywa trudny kryzys – coraz bardziej, bowiem, zdaje sobie sprawę ze swojej śmiertelności i w związku z tym dręczą go niepokojące myśli. Niemniej jednak, powieść prezentuje -jak zwykle- galerię ciekawych postaci oraz dynamiczny warsztat autora. Nie jest pozbawiona stałych humorystycznych elementów cyklu : dialogi między komisarzem a posterunkowym Catarellą, który słynie z oryginalnego sposobu wysławiania się to mocne akcenty książki. Oto jeden z nich:

Panie komisarzu, oj, panie komisarzu!

– Co się dzieje Catare?

– Jest jakaś pani i ona czeka.

– Na mnie?

– Że na pana osobiście we własnej osobie, to ona nie powiedziała, powiedziała, że potrzebuje rozmawiać z kimś z policji.

– Nie mogłeś ty z nią porozmawiać?

– Ale ona powiedziała, że potrzebuje porozmawiać z kimś ważniejszym ode mnie.

– Nie ma komisarza Augella?

– Nie ma, panie komisarzu, telefonił, że późno się spóźni, bo już się spóźnił.

– Dlaczego?

– Bo mówi, że dziś w nocy dzieciak źle się poczuł i dzisiaj rano ma przyjść doktor lekarski.

– Catare, nie ma potrzeby mówić lekarski, całkiem wystarczy powiedzieć doktor.

– Nie, nie starczy panie komisarzu. Zamieszanie jest. Bo czasem jest taki, co się nazywa doktor, a wcale lekarzem nie jest ….

A oto jak rozpoczyna się rozmowa Montalbano z patologiem – chimerycznym doktorem Pasquano:

Panie doktorze, co pan mi opowie?

– Co pan chce. O Czerwonym Kapturku albo o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach.

Lubię humor Camillerego, lubię jego komisarza i malowniczą Vigatę. Kto ma ochotę na błyskotliwy kryminał z dawką humoru, powinien sięgnąć po tą bądź inną część cyklu.

Moja ocena 5/6