
„Zbrodnia w błękicie”, debiutancka powieść Katarzyny Kwiatkowskiej, to kolejny tytuł w kryminalnej serii retro poznańskiego wydawnictwa Zysk i ska.
Jest to debiut bardzo udany – otrzymujemy elegancką powieść detektywistyczną w duchu Agathy Christie i P. D. James. Powieść zawiera wszystkie podstawowe cechy charakterystyczne klasyki gatunku: mamy więc zbrodnię w wiejskiej posiadłości, wąskie grono podejrzanych oraz liczne fałszywe tropy.
Akcja książki osadzona jest u schyłku 19. wieku w ziemiańskiej Wielkopolsce. Detektyw-hobbysta oraz wytrawny podróżnik Jan Morawski przybywa wraz ze swoim służącym do posiadłości przyjaciela. Warto dodać, iż sługa Jana zaczytuje się w Conan Doylu i podręcznikach medycyny sądowej. Sroga zima powoduje, iż wkrótce wiejska rezydencja zostaje odcięta od świata. Podczas pierwszego wspólnego posiłku Morawski poznaje grono gości. Są wśród nich m.in. poseł-żarłok Wacław, jego siostra femme fatale Paulina oraz stara hrabina. Kolacja pokazuje jak wiele urazów i niesnasek jest między przybyłymi do posiadłości.
Następnego ranka jedna z osób zostaje znaleziona martwa. Zamordowana.
Na prośbę gospodarza Morawski podejmuje się znaleźć sprawcę. Z powodu pogody nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym. A morderca jest wśród przebywających w rezydencji.
Oprócz samej zagadki powieść ujmuje opisem wnętrz oraz staropolskich potraw. Na uwagę zasługują też postaci drugoplanowe takie jak ochmistrzyni Maria czy Madejowa.
Jak się okazuje każda postać ma swoje tajemnice, i wkrótce do listy podejrzanych Morawski dodaje samych gospodarzy i służbę.
Dawno nie czytałem tak dobrego, napisanego współcześnie kryminału, który odwołuje się do brytyjskiej tradycji gatunku. Czuć tu ducha samej Agathy i pisarek takich jak P.D. James czy Elizabeth George, które w tej tradycji piszą swoje powieści. Na plus są także historyczne i kulianarne smaczki oraz lokalizacja powieści.
Moja ocena 5/6





