Reginald Hill ŚCIĘTE GŁOWY

   Morderstwa i róże

Reginald Hill od 40 lat tworzy nietuzinkowe kryminały osadzone w hrabstwie Yorkshire, których główni bohaterowie to Dalziel – gburowaty nadinspektor i Pascoe – jego poczciwy i sprytny podwładny. Swoim gawędziarskim stylem, błyskotliwymi dialogami oraz oryginalnymi – nieczęsto dziwacznymi – postaciami Hill zdobył serca czytelników na całym świecie. Jego książki sfilmowała BBC, a sam autor – wielokrotnie nagradzany – stał się jednym z najważniejszych brytyjskich twórców.

„Ścięte głowy” to czwarta pozycja Reginalda Hilla, która ukazała się w naszym kraju. Tym razem motywem przewodnim są róże, a każdy rozdział został stosownie nazwany daną odmianą tego pięknego kwiatu. Intryga zawiązuje się, gdy do Pascoe przybywa Dick Elgood, lokalny przedsiębiorca, który oznajmia, że podejrzewa jednego ze swoich pracowników o dokonanie morderstwa. Tą osobą jest Patrick Aldermann, który w niejasnych okolicznościach odziedziczył piękną posiadłość i różane ogrody.

Wkrótce, jednak, okazuje się, że nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa, a Pascoe odkrywa, że tych domniemanych morderstw popełnionych przez Aldermanna może być więcej. Brak tylko dowodów…

Pierwszy kryminał Hilla przeczytałem w oryginale dużo wcześniej, zanim zaczęto wydawać polskie przekłady. Autor używa bardzo bogatego słownictwa, nierzadko lokalnych dialektów, nie stroni również od gry słów i dowcipów. Dlatego też gorące brawa dla tłumacza, pana Wojciecha Szypuły, który świetnie oddaje ducha oryginału i świetnie radzi sobie z bogatym stylem autora.

„Ścięte głowy” to świetny, staroświecki trochę, brytyjski kryminał. A z Dalzielem i Pascoe powinno się przynajmniej raz w życiu spotkać.

Na październik wydawca zapowiada kolejną powieść „Exit Lines”.

Moja ocena 5/6

Dodaj komentarz